Niby zwykła codzienność Rakoniewic. Zaszczyty mijają zaradność pozostaje

| 27 lutego 2016
PRL

Rozłożyste drzewa rzucają orzeźwiający cień. Tak jakby miał on chronić przed skwerem podróżnych wypatrujących z ławeczek swojego autobusu. Za chwilę powinien jechać pośpieszny do Zielonej Góry. Starsza pani jest trochę zaskoczona pytaniem.

Rakoniewicki rynek - widok na bar pod Siódemką

Rakoniewicki rynek - w tle bar "pod Siódemką". | fot. zbiory D.Wajs

– Czym się Rakoniewice wyróżniają wśród podobnej wielkości miasteczek? Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Ale moment. Wie pan, man rodzinę w Czempiniu, byłam tam niedawno i akurat się rozchorowałam. Poszłam więc do ośrodka zdrowia i zamarzyłam, żeby jak najszybciej znaleźć się w Rakoniewicach. U nas jest taki ośrodek, że przyjezdni usta otwierają z zachwytu, a tam – ludzie czekają przed budynkiem, pielęgniarki siedzą razem z pacjentami.

Przed kioskiem z lodami grupa dzieciaków. W jednej ręce ściskają świadectwa szkolne, w drugiej drobne pieniądze.

– My – proszę pana – mamy swoje muzeum – pożarnictwa. Gdy był u mnie na wakacjach kuzyn z Gorzowa, trzy razy poszedł do muzeum tak mu się podobały strażackie różności. I to chyba jest najfajniejsze w Rakoniewicach.

W kawiarni przy herbacie gawędzą dwaj mężczyźni.

– Nie, nie jesteśmy miejscowi, ale często tu przyjeżdżamy na kontrole. Zawsze wówczas dostaję od żony spis rzeczy do kupienia, bo przeważnie coś atrakcyjnego przywożę. Niech pan dzisiaj zajrzy do tego dużego pawilonu – są niczego sobie ubrania z wełny, niedrogie, po trzy osiemset.

Rynek w Rakoniewicach - widok na półkole

Rynek w Rakoniewice – widok na tzw. półkole. | fot. zbiory D.Wajs

Kierowca taksówki myśli dłuższą chwilę.

– Bo ja wiem, czy Rakoniewice czymś się wyróżniają. Też kolejki w sklepach, też ciężko o budulec, mało mieszkań. Ale pod jednym względem nie ma chyba podobnego miasteczka. U nas jest oczyszczalnia ścieków, wodociąg i gaz miejski, a więc z wyjątkiem cieplika komplet instalacji komunalnych. Dlatego prawie do wszystkich domów podłączona jest woda, nawet w starych chałupach są łazienki nie gorsze niż w blokach.

Obok kościoła rozmawia kilku staruszków.

– Idziemy z panem o zakład, że można przejść uliczkami Rakoniewic i nie zobaczyć papierów, ani śmieci. Ludzie tu dbają nie tylko, by ładnie wyglądały klomby z kwiatami, ale też, by było czysto obok posesji, na placykach i zieleńcach.

Nie założyłem się, lecz dla ciekawości przemierzyłem około dwieście metrów od rynku do poczty. Dostrzegłem stary bilet kolejowy, strzęp jakiegoś kwitu i małe opakowanie po tabletkach. I nic więcej. Poza tym na ulicy czyściutko jak w mieszkaniu wysprzątanym na przyjęcie gości.

To reporterskie zapiski z minionej środy. W dniu tym nikt jeszcze w Rakoniewicach nie wiedział, że miasto spotkało duże wyróżnienie – tytuł krajowego „Mistrza Gospodarności”. I lepiej, bo rozmówcom łatwiej zapewne było wskazywać na to, co uważają za oryginalne w tej miejscowości. Bez szukania „na siłę” przykładów dokonań, gdyż przecież skoro stawiana jest za wzór w kraju to wypadałoby tylko chwalić.

Ulica Pocztowa w Rakoniewicach

Ulica Pocztowa w Rakoniewicach. | fot. zbiory D.Wajs

Ale – jak podkreślają to władze miejsko-gminne – nie chodzi o zaszczyty. One bowiem przemijają, a rzecz w tym, by różne działania pozostawiały po sobie trwały ślad. By podejmowane były nie na pokaz, lecz z myślą o ludziach, uprzyjemnieniu im szarej codzienności. By za ileś lat dokonań w rozwoju miasteczka nie mierzono liczbą dyplomów i nagród lecz rezultatami inicjatyw, gospodarności, zaradności. Fakt, że rywalizacja o tytuł najlepszego w kraju dopinguje do wzmożonej aktywności, lecz zapewne niewiele by ona dała gdyby uwidoczniała się tylko z jakiejś okazji, tylko we współzawodnictwie o nagrody.

Tymczasem w Rakoniewicach owa zaradność jest czymś powszednim, codziennością. W sprawach drobnych i ważnych dla wszystkich mieszkańców. A że oni sami starają się nie stać obok tego, co dzieje się wokół – sporo jest przykładów poczynań, o które gdzie indziej trudno.

Oto Gminna Spółdzielnia miała do niedawna biura w starym budynku tuż przy rynku. Kiedy zaczęła się tam krzątanina charakterystyczna dla przeprowadzki, bo zbliżał się termin przekazania do użytku nowego biurowca ludzie zastanawiali się na cóż też przeznaczona zostanie stara siedziba administracji. Przebąkiwano o różnych jej losach. Wszystko ucichło, gdy okazało się, że na lepsze rozwiązanie zdecydować się chyba nie można było. Biura postanowiono zaadaptować na 7 mieszkań dla pracowników GS. Co to oznacza dla małej miejscowości, nie trzeba chyba uzmysławiać.

Ale że z mieszkaniami od dawna krucho, podjęto się stawiania domu dla dziewięciu rodzin. I będzie on niejako za darmo, bo w lwiej części za pieniądze uzyskane przez Rakoniewice w formie nagród za czołowe miejsca w poprzednich konkursach gospodarności. Na razie są fundamenty jest pierwsze piętro budynku; ostatnio prace wprawdzie nie postępowały, bo nie było ani worka cementu, ale wykonawca obiecał je od lipca kontynuować. A jeszcze nie tak dawno w tym miejscu stały szpecące chlewiki, szopki.

Nie ma w Rakoniewicach klasowej drużyny piłkarskiej, ale są dobre warunki do uprawiania sportu. Stadionu może pozazdrościć niejeden nawet poznański klub. A to dzięki społecznemu wysiłkowi, który wykorzystano do unowocześnienia obiektu. Doprowadzono doń prąd i zainstalowano oświetlenie, podłączono hydrofor i w ten sposób jest woda do umycia się po meczu. Remontowi poddano płytę boiska a całość otoczono estetycznym parkanem.

Może ktoś powiedzieć, że gdyby analizować niedostatki rozwoju Rakoniewic, zapewne też by wskazano ich niemało, że z niektórymi problemami też mieszkańcy i władze nie mogą sobie poradzić. Oczywiście. Nie jest to miasteczko, w którym żyje się bez trosk i każdy jest ze wszystkiego zadowolony, bo takiej miejscowości nie ma chyba wcale. Jedno wszakże jest pewne. Z różnymi przeciwnościami radzą sobie rakoniewiczanie lepiej niż inni. Rzadziej bezradnie rozkładają ręce, nie stronią od podejmowania zadań trudnych, nie zadowalają się tym, co już mają.

I zapewne nie zadowolą się również wyróżnieniem za dokonania w roku ubiegłym. W bieżącym mają już wcale nie mniejsze.

Piotr Borowicz

PS. Artykuł został opublikowany prawdopodobnie w gazecie „Gazeta Poznańska” w 1977 r.


Komentarze