Powstanie Warszawskie – wspomnienia gen. Podhorskiego

| 1 sierpnia 2017
II wojna światowa

Z okazji 73 rocznicy Powstania Warszawskiego publikujemy fragmenty książki autorstwa generała Jana Podhorskiego pt. "Wspomnienia Żołnierza Wyklętego". Ów fragmenty to zapis wspomnień gen. Podhorskiego dot. jego udziału w Powstaniu Warszawskim.

Grupa żołnierzy z plut. NSZ Sikora

5-6 X. Grupa żołnierzy z plut. NSZ "Sikora" komp. "A" bat. osłonowego AK (poprzednio stanowiliśmy pluton komp. "Ziuk") podczas oficerskiego patrolu na terenie Śródmieścia Południowego. Stoją od lewej: kpr. pchor. Henryk Dutkowski "Kosowski", pchor. „Sławek”, plut. pchor. Jerzy Jankowski "Bożym", i ja legitymujący dwie osoby po prawej. | fot. Wspomnienia Żołnierza Wyklętego - gen. Jan Podhorski

…W piątym dniu powstania pojawił się dowódca (zidentyfikowany dopiero 65 lat po Powstaniu –jako jeniec Oflagu Woldenberg – ppłk Lucjan Jan Trzebiński, zastrzelony już po wyzwoleniu – po wyjściu z obozu – przez 22 patrol sowiecki)

Tego dnia miały miejsce ważne wydarzenia.
Nastąpił pierwszy atak Niemców ulicą Świętokrzyską od Nowego Światu. Ludność cywilna podczas niego była pędzona przed czołgiem. „Szczapa” (Waldemar Jakimowicz odznaczony KW) podpalił czołg. Zginęli cywile (m.in. Poznaniak – Kaczmarek brat Danuty Kaczmarek mojej późniejszej koleżanki ze studiów). Po odparciu ataku przez nasze posterunki i wycofaniu się Niemców, wzięliśmy udział w pogrzebie kpt. „Marabuta”, z pobliskiej grupy.

Widząc sukcesy sąsiednich oddziałów kpt. ”Mandaryn” (Jan Lipski), bez wiedzy przełożonych, bez uzgodnienia z dowódcą pułku i bez rozpoznania przedpola, jakim był otwarty dziedziniec – podwórze Ministerstwa Spraw Wewnętrznych (ul. Nowy Świat 69) wydał fatalny rozkaz ataku na Komendę Policji.
Atakujący mieli przebiec wyłomem od Świętokrzyskiej, przez dziedziniec obsadzony krzewami ozdobnymi i sforsować ścianę posesji Krakowskie Przedmieście 1 (Komenda Policji). Ściana atakowanego budynku, pokryta bluszczem, miała ukryte strzelnice, których z powodu niedbalstwa dowodzącego nie rozpoznano. Atak miał krwawy finał: kilku zabitych pozostało na placu, jeden ranny w wyłomie, a tylko ostatni wyszedł bez szwanku, bo nie przekroczył wyłomu. Ostrzał ze strzelnic w „ścianie bluszczowej” nie dotknął jedynie „dyrygującego” z okna kpt. „Mandaryna”. Wykrętnych tłumaczeń fatalnej decyzji nie przyjął dowódca pułku. To i ostre zapowiedzi kolegów Żołnierzy zabitych na przedpolu spowodowało, że nazajutrz kpt. „Mandaryn” „zniknął” z Czackiego (odnalazłem go później w spisie Komendy Głównej AK, gdzie wolał przetrwać Powstanie).

Budynek przy ul. Czackiego

Jestem w lewym oknie budynku przy ul. Czackiego 3/5–pierwszy po prawej, w drugim oknie zbrojmistrz w furażerce plut. „Lot”. 17 VIII 1944 r. Fotografia J. Kokczyńskiego. | fot. Wspomnienia Żołnierza Wyklętego – Jan Podhorski

W następnych trzech dniach podejmowaliśmy próby ściągania ciał z placu. Trwało to długo, ponieważ można to było zrobić tylko nocą (podkładane były płyty tekturowe na linkach), zebraliśmy broń zabitych.
Czekali na nią napływający ochotnicy, bo wielu z powodu braku broni (magazyny zostały na terenie zajętym przez Niemców) było kierowanych do sąsiadów z AK obsadzających róg Traugutta iCzackiego (zgrupowanie Gustaw – Harnaś komp. Genowefa).

W dniach 4-6 sierpnia, skutecznie odpędzany przy próbach zgłaszania się na wypady patroli przez mego przyjaciela „Kossowskiego” (H. Dutkowski), zgłosiłem się i zdałem, w towarzystwie dwóch kolegów, końcowe egzaminy Szkoły Podchorążych. Miało to miejsce w Dowództwie Okręgu u płk. „Topora”23 . Uzyskałem zaświadczenie o zmianie stopnia kaprala z cenzusem na plutonowego podchorążego.

Zameldowałem się dowódcy pułku jako absolwent Szkoły Podchorążych i poinformowałem o jej rodzaju. Powiadomiłem go również, że przed Powstaniem zgłosiłem się jako ochotnik do dywersji na Pomorzu i w Warszawie jestem przejściowo. Wpłynęło to prawdopodobnie na dalsze moje losy, gdyż jak pojawił się właściwy dowódca pułku mjr „Jan Dowoyno” i przejął dowodzenie, to od nowa ustawił kadrę, do której i mnie zaliczył. A miał trudne zadanie – niemal trzystu Żołnierzy, a większość bez broni, o zróżnicowanym przeszkoleniu.

Z bronią było tak, jak wspominałem – broń długa i p.m. były zdawane po powrocie patroli – dla przekazania jej zmiennikom.
Wobec tylko formalnego podziału pułku na kompanie, które nie miały wyposażenia, dowódca pułku podjął decyzję utworzenia wydzielonej drużyny szturmowej i sekcji miotaczy ognia. Miotacze były wykonane przemyślnie z plecakowych zraszaczy ogrodowych, których butle napełniano mieszanką ropy.
Wyodrębnione jednostki podlegały bezpośrednio mjr. „Dowoynie” i były w pełni uzbrojone. Zostałem jako plut. pchor. „Zygzak” dowódcą drużyny szturmowej, a kpr. pchor. „Kosowski” (Dutkowski) dowódcą drużyny obsługującej miotacze ognia. Miotacze były trzy z zapasem ropy.

Jestem na stanowisku ogniowym w budynku przy ul. Wiejskiej 11 na przeciwko sejmu (12 września ) – po zakończonych atakach niemieckich spod sejmu, z wypożyczonym karabinem (własny miałem p.m. „Sten”). Byłem jedynym lewoocznym żołnierzem plutonu. Na ścianie ślady kul ekrazytówek (dum-dum). Fotografia Henryka Świercza. | fot. Wspomnienia Żołnierza Wyklętego – Jan Podhorski

Celem naszym i sąsiadów z AK, szczególnie jednak naszym – po tragicznym ataku 5 sierpnia, było zdobycie Komendy Policji, dlatego też rozpoczęto ponowne przygotowania do ataku. W uzgodnieniu pomiędzy sąsiadami przyjęto datę z 12 na 13 sierpnia. Wydzielona została grupa saperska. Obsadziłem z drużyną szturmową piwnicę domu nr 18, przy narożniku Traugutta–Czackiego. Żołnierzem naszej drużyny szturmowej był m.in. Leszek Prorok „Leszczyński” (późniejszy znany literat poznański. Miałem z nim ciekawe spotkanie po wojnie.)

Wskutek niedomówienia – przy uzgodnieniach – dotyczącego godziny ataku, nastąpiło opóźnienie w koncentracji i niedołączenie się sąsiadów. Spowodowało to przerwanie akcji, zwłaszcza prac saperskich (przerwano przebijanie murów piwnicznych).

W kolejnych dniach przed świętem 15 sierpnia ożywiła się działalność naszych patroli, w których zazwyczaj brałem udział, dla zlokalizowania stanowisk niemieckich po stronie wschodniej ul. Nowy Świat…

…O osobistym szczęściu mogę powiedzieć wspominając tragedię w Filharmonii. Wg później uzyskanej informacji, w czasie odprawy średniej kadry dowódczej (8 sierpnia), na którą nas nie wysłano, a na której miano przekazać dodatkowe instrukcje dowódcom drużyn, plutonów itp., na salę odprawy spadł pocisk z „kolejówki”. Zginęli wszyscy, a było ich, jak nam podano – prawie czterdziestu. Braliśmy już tylko udział w pogrzebie (w części symbolicznym, ponieważ większość pozostała pod gruzami).

A oto następny przypadek „szczęścia w nieszczęściu”. Uszkodzony „Prudental” stanowił punkt namiarowy dla artylerii, stąd na ul. Świętokrzyskiej, po bombardowaniach, utworzyły się z gruzu naturalne barykady utrudniające dojście od nas do gmachu PKO, gdzie mieścił się m.in. szpital. Parę dni później, przy okazji patrolowania terenu zdecydowaliśmy się odwiedzić ciężko rannego kpr. „Dorożyńskiego” (Cichocki). Przez zwały gruzu przedzierał się kobiecy patrol sanitarny z rannym na noszach. Chłopacy z mego patrolu, widząc umęczone koleżanki, przejęli nosze i sprawnie przeszli przez zwalisko. Moment później usłyszawszy gwizd pocisku, dopadliśmy kolumn narożnika ul. Jasnej, a w miejsce, gdzie przed chwilą staliśmy i przejmowaliśmy nosze, spadł pocisk, wywrócił gruz i zlikwidował przejście. Wszyscy dziękowaliśmy Opatrzności, że za pomoc i za nasze dobre chęci uratowała całą grupę. A że Niemcy byli dobrze wstrzelani w ten punkt przekonaliśmy się dodatkowo po niecałej godzinie – podczas odwiedzin i pobytu w budynku PKO. Na drugiej podziemnej kondygnacji, w części szpitalnej, nagle z hukiem otwarły się drzwi od windy i chmura pyłu i gryzącego dymu zapełniła korytarz i otwartą salę, na której leżał nasz dogorywający kolega. Współczuliśmy rannym, ale musieliśmy wracać. Bomba, która trafiła w szyb windy potwierdziła celność niemieckiej artylerii a w opisach późniejszych, potwierdzono, że wywiad niemiecki wiedział na bieżąco o przemieszczaniu się Kwatery Głównej AK, a ona w tych dniach mieściła się w budynku PKO…

Cały rozdział pt. „Sierpień 1944 r. do października 1944 r. w formacji Narodowych Sił Zbrojnych Powstania Warszawskiego” można przeczytać w książce pt. „Wspomnienia Żołnierza Wyklętego” autorstwa generała Jana Podhorskiego.

Gen. Jan Podhorski pseudonim „Zygzak”, żołnierz Związku Jaszczurczego, AK „Głuszec” Grójec i powstaniec warszawski walczący w pułku NSZ „Sikora”.

Urodził się 21 czerwca 1921 r. w Budzyniu (pow. Chodzież) jako Jan Diering, syn Maksymiliana i Magdaleny Diering. Na przełomie 1926 i 1927 roku wraz z rodzicami zamieszkał w Rakoniewicach na Rynku w domu nr 31 (dom narożnikowy przyległy do ulicy Jana Kazimierza). Jak sam podkreśla w Rakoniewicach spędził 14 procent swego życia.

Źródła


Komentarze