Rakoniewice pod okupacją hitlerowską

| 6 września 2015
II wojna światowa

Przed wybuchem II wojny światowej w 1939 r. Rakoniewice należały do powiatu wolsztyńskiego. Od zachodniej granicy z Niemcami oddalone były zaledwie o 24 km, liczyły 2300 mieszkańców, w tym mniejszość niemiecka wynosiła około 20%, a w okolicznych wsiach około 40%.

Rynek w Rakoniewicach w okresie okupacji niemieckiej | fot. zbiory D.Wajs

Rynek w Rakoniewicach w okresie okupacji niemieckiej | fot. zbiory D.Wajs

Pierwsze miesiące 1939 r. były okresem wzrastającego zaostrzenia się stosunków polsko-niemieckich. Napięcie wśród ludności w powiecie wolsztyńskim zaczęło wzrastać, gdy w marcu 1939 r. Na granicy polskiej w Zbąszyniu przerzucono z Rzeszy Niemieckiej do Polski Żydów. Było ich kilka tysięcy (2-4 tys.). Władze polskie przyjęły wyrzuconych. Część z nich przechodziła przez Rakoniewice; pamiętają to jeszcze dziś najstarsi mieszkańcy. Wśród Żydów było ukrytych wielu niemieckich szpiegów, którzy na terenach zachodnich Polski rozpoczęli swoją dywersyjną pracę, organizując mieszkającą tu mniejszość niemiecką.

Żądania Hitlera od Polski Gdańska i przeprowadzenia eksterytorialnej autostrady przebiegającej przez polskie Pomorze do Prus Wschodnich, zjednoczyły Polaków w obliczu zagrożenia.

Gdy w piątek, 1 września 1939 r. o godz. 4.45 hitlerowskie Niemcy bez wypowiedzenia wojny przekroczyły granice Polski, ogarnęła Polaków trwoga.

Dla bezpieczeństwa rozpoczęły się internowania niektórych mężczyzn narodowości niemieckiej, mianowicie tych, których pozostawienie na miejscu stwarzało zagrożenie dla porządku i bezpieczeństwa. W Rakoniewicach i okolicy internowania Niemców przeprowadzała policja i powstała Obrona Narodowa. Internowanych odstawiono do Stęszewa.

1 września ewakuowały się w Rakoniewicach miejscowe władze administracyjne, policja państwowa i ich rodziny. Z frontu nadchodziły niejasne i sprzeczne wiadomości. Zaistniała sytuacja wywoływała uzasadnione zaniepokojenie wśród miejscowej ludności. W celu uniknięcia niepraworządności, Obrona Narodowa pilnowała opuszczonych urzędów, instytucji, starała się o utrzymanie spokoju. Przede wszystkim miano na uwadze, aby nie doszło do wystąpień antyniemieckich.

W nocy z 1 na 2-go września podpalony został dworzec w Wolsztynie. Ludność polska z terenów przygranicznych opuszczała domy, uciekała. Trwoga wśród Polków wzmagała się. Armia niemiecka, dysponująca ogromną przewagą w uzbrojeniu, zajmowała nasze miasta i wsie. Powiat wolsztyński został opanowany przez wojsko i miejscowych Niemców do 7 września 1939 r.

Do Rakoniewic oddziały wojsk niemieckich wkroczyły w czwartek 7 września 1939 r. Ludność niemiecka wyszła na ulice, by powitać wkraczające oddziały wojska; na ich domach pojawiły się flagi niemieckie.

Rakoniewicki rynek w okresie okupacji niemieckiej

Rakoniewicki rynek w okresie okupacji niemieckiej. | fot. zbiory D.Wajs

W momencie zajęcia miasta przez wojska hitlerowskie przeszło ono pod niemiecki zarząd wojskowy. Później rozpoczął działalność nowy Zarząd Miejski z burmistrzem Bussem. Nazwę miasta zmieniono na Rakwitz. Wprowadzono wczesne godziny policyjne, w czasie których Polakom nie wolno było przebywać na ulicach i na placu rynkowym. W celu dokładnego rozeznania oraz ułatwienia kontroli nad ruchem ludności, zarządzono rejestrację mieszkańców na specjalnych formularzach.

Wkrótce rozpoczęły się prześladowania polskiej ludności cywilnej. Miejscowi Niemcy przy pomocy żandarmerii już od pierwszych dni załatwiali swoje porachunki z Polakami. Przeprowadzano u nich rewizje i poszukiwania rzekomo za bronią. Każdego dnia rano o godz. 9-tej i 15-tej Polacy – mężczyźni od 16-70 lat – musieli się meldować na rynku przed restauracją Niemca Huebnera (przy. red. obecnie „Bar pod siódemką”). Ustawiano ich w szeregu, robiono przegląd, niektórych bito, zabierano do więzienia w Wolsztynie.

W czasie okupacji bar Huebnera, obecnie "Bar pod siódemką"

W czasie okupacji niemieckiej bar Huebnera, obecnie „Bar pod siódemką” | fot. zbiory D.Wajs

W dniu 22 września wrócił do Rakoniewic z internowania przez władze polskie pastor Karol Schultz. W tym dniu w odwet aresztowano proboszcza ks. Romana Dadaczyńskiego. Plebanię splądrowano i zniszczono dokumentację.

Ponurą sławą w pierwszych dniach okupacji zyskał budynek w Wolsztynie, w którym kiedyś mieściła się Fabryka Cygar „Rafia”. W „Rafii” przebywało jednorazowo około 350 aresztowanych Polaków, z tego 200 na parterze, a reszta w piwnicy. Oto relacja p. Leona Marciniaka, ur. 1915 r. z Rakoniewic, który po powrocie z niewoli został zabrany do „Rafii”. „(…) Ze znajomych spotkałem tam Suchowierskiego – inwalidę wojennego – który przed wojną mieszkał w Rakoniewicach, ponadto burmistrza Leona Śniateckiego, księdza Romana Dadaczyńskiego, Stefana Jasińskiego – aptekarza, Głowackiego – fryzjera i innych. W czasie mego pobytu w obozie codziennie około godz. 22.00 do piwnicy przechodził landrat Schulz w otoczeniu kilku innych funkcjonariuszy SA w żółtych mundurach i żołnierzy w mundurach wojskowych. Wybierali kogoś z pośród nas, którego bili „pejczami” po całym ciele aż do utraty przytomności. Bito bez żadnego powodu. Przypominam sobie, że przy mnie kilkakrotnie bito ks. R.Dadaczyńskiego, z którego szydzili”.

Z więzienia w „Rafii” często brano umęczonych Polaków na rozprawy. Zapadały różne wyroki. Jednych wywożono zbiorowymi transportami do obozów koncentracyjnych, przekazywano do innych więzień, najczęściej likwidowano przez rozstrzelanie.

Budynek w Wolsztynie w którym, w czasie okupacji, mieściło się więzienie - tzw. Rafia

Budynek w Wolsztynie w którym, w czasie okupacji niemieckiej, mieściło się więzienie – tzw. Rafia. | fot. Google Maps

Na Bielniku w Wolsztynie 8 listopada 1939 r. hitlerowcy dokonali swej pierwszej masowej zbrodni. W lasku Bielnika życie za Ojczyznę oddali:

Bielnik w Wolsztynie.

Bielnik w Wolsztynie. | fot. D.Wajs

Tablica upamiętniająca zamordowanych przez Niemców na Bielniku w Wolsztynie.

Tablica upamiętniająca zamordowanych przez Niemców na Bielniku w Wolsztynie. | fot. D.Wajs

Według hitlerowskich planów Polacy nie mieli prawa posiadać żadnego majątku. Domy, budynki, gospodarstwa rolne, warsztaty pracy, sklepy, apteki i inne nieruchomości stały się majątkiem Rzeszy. Przejmujący to mienie Niemcy bogacili się.

Najradykalniejszą akcją, która miała spowodować zgermanizowanie naszych miast i wsi, były wysiedlenia Polaków do Generalnego Gubernatorstwa. W urzędach i placówkach żandarmerii niemieckiej sporządzano w ścisłej tajemnicy spisy osób i rodzin polskich przeznaczonych na wysiedlenie i wygnanie ze swych domów. Pierwsze wysiedlenia nastąpiły już na początku grudnia 1939 r. i trwały z różnym nasileniem prawie przez całą okupację. Wysiedlenia były przeprowadzane najczęściej w nocy lub nad ranem pod nadzorem żandarmerii i miejscowych Niemców należących do organizacji hitlerowskich. Polakom dawano zaledwie 10-15 minut na spakowanie niezbędnych rzeczy i opuszczenie domostwa. Jedne rodziny zostały wywożone do Rzeszy, do pracy w fabrykach lub u rolników na gospodarstwa. Innych gromadzono w obozach przejściowych, gdzie w czasie rewizji osobistej ograbiano z rzeczy wartościowych (biżuterii, futer i pieniędzy). Stamtąd wysiedleńców transportowano przeważnie pociągami do Generalnego Gubernatorstwa. Niektórych Polaków przesiedlano wewnątrz powiatu, a nawet w tym samym mieście lub wsi, odbierając im posiadane mienie, umieszczając w gorszych warunkach. Z Rakoniewic i Wolsztyna wiele rodzin wywieziono do Sokołowa Podlaskiego w GG. Miejsca wysiedlonych Polaków zajmowali miejscowi Niemcy albo rodziny sprowadzane z Rzeszy, później z krajów bałtyckich. Besarabii i z nad Morza Czarnego.

Los pozostałej ludności na miejscu był ciężki. Polacy musieli przymusowo pracować. Dzień pracy trwał 12 godzin i więcej. Często organizowano pracę w niedziele i święta. Na równi z dorosłymi zatrudniano małoletnich. Urząd Pracy (Arbeitsamt), do którego obowiązkowo musieli zgłaszać się Polacy, wysyłał ludzi młodych na przymusowe roboty w głąb Niemiec. Polacy otrzymywali za pracę bardzo skromne wynagrodzenie oraz mały przydział żywności na kartki.

Polki przymusowo zatrudnione w niemieckiej fabryce obuwia przy ulicy Dworcowej 6.

Polki przymusowo zatrudnione w niemieckiej fabryce obuwia przy ulicy Dworcowej 6. | fot. z wystawy „Rakoniewice w starej fotografii” autorstwa Kazimierza Molskiego.

Pod groźbą ostrych konsekwencji, aż do kary śmierci włącznie, nie wolno było słuchać radia, wykonywać zdjęć fotograficznych, chodzić do restauracji przeznaczonych wyłącznie dla Niemców, urządzać spotkań towarzyskich, zabijać świń oraz trudnić się handlem. Na przejazd koleją lub autobusem trzeba było uzyskać przepustkę z posterunku żandarmerii. Wolno było tylko korzystać z wagonów specjalnie wyznaczonych „Tylko dla Polaków”.

Z czasem Polacy mogli zawierać związek małżeński pod warunkiem ukończenia 28 lat przez mężczyzną, a 25 lat przez kobiety. Urodzonym dzieciom Polacy mogli nadawać imiona z podanego specjalnie wykazu. Bieliznę, odzież i buty można było kupić po uzyskaniu specjalnego zaświadczenia (Bezugschein).

W czasie okupacji – po zlikwidowaniu polskiego szkolnictwa zorganizowano 4-klasowe specjalne szkoły niemieckie dla dzieci polskich. Obowiązkowemu szkoleniu podlegały dzieci od 9-14lat. Nauczycielami byli Niemcy. Uczono najbardziej elementarnej wiedzy: rachunków, czytania i pisania. Nauka odbywała się tylko w języku niemieckim. Bito dzieci za mówienie po polsku, nawet w przerwach lekcyjnych. Bicie poniżanie Polaków, zwłaszcza na początku okupacji, było codziennym wydarzeniem. Szczególnie agresywna była młodzież niemiecka zrzeszona w organizacji „Hitler Jugend”. Polaków zobowiązywano do kłaniania się Niemcom.

W rakoniewickim pałacu mieściła się siedziba Hitlerjugend.

W rakoniewickim pałacu mieściła się siedziba Hitlerjugend. | fot. www.militaria-archive.com

Pałac w Rakoniewicach.

Pałac w Rakoniewicach. | fot. www.militaria-archive.com

Pałac w Rakoniewicach.

Pałac w Rakoniewicach. | fot. www.militaria-archive.com

Niemieckie władze okupacyjne likwidowały wszelkie ślady polskości. Usunięto wszystkie polskie napisy, zniesiono nazwy ulic, sklepów i instytucji oraz nadano im niemieckie brzmienie. Na samym początku zniszczono pomnik „Wolności” na skwerze przy poczcie, postawiony przez społeczeństwo Rakoniewic w 10-tą rocznicę odzyskania niepodległości, usunięto krzyż koło poczty, krzyże 1941 r. Później zamieniono na magazyn. Rozebrana została bożnica i zniszczony cmentarz żydowski przy szosie grodziskiej.

Stacja kolejowa w Rakoniewicach.

Stacja kolejowa w Rakoniewicach.| fot. www.militaria-archive.com

Niepewność jutra, aresztowania, wywózki, częste kontrole policyjne, sprawdzanie dowodów, zatrudnienia, surowe kary za byle uchybienia, ciężka praca na rzecz okupanta były udziałem Polaków. Rodzinom polskim dokuczał głód. Podstawowe wyżywienie składało się z ciemnego chleba, ziemniaków, kawy zbożowej i marmolady z marchwi i buraczków. Żywność racjonowana była na kartki. Polacy otrzymywali połowę tego co Niemcy. Mimo stałej, czujnej obserwacji ze strony żandarmerii i ludności niemieckiej oraz grożących konsekwencji ludność polska organizowała sobie warunki do przeżycia wojny. Bardzo niebezpiecznym, a mimo to dość częstym zjawiskiem było zabieranie przez Polaków z niemieckich przedsiębiorstw żywności, opału i innych rzeczy, które dla wielu rodzin polskich stanowiły o przetrwaniu i ratowały przed głodem i nędzą.

Z narażeniem życia w konspiracji słuchano radia (skonstruowanego najczęściej systemem gospodarczym). Usłyszane informacje bieżące o sytuacji na frontach i ogólnej polityce zagranicznej były przekazywane zaufanym. Czytano tajne biuletyny. Źródła te podtrzymywały nadzieję wśród udręczonych okupacją hitlerowską Polaków.

Na terenie Rakoniewic nie można było zorganizować ruchu oporu przeciw okupantowi, ponieważ Polacy nie mieli warunków i możliwości na rozwinięcie większych działań. Istniały jednak grupy konspiracyjno-sabotażowe na terenie miasta i okolicy.

Rakoniewicki rynek w okresie okupacji niemieckiej.

Rakoniewicki rynek w okresie okupacji niemieckiej. | fot. zbiory D.Wajs

Albin Sammler opisuje, że znalazł się na liście do wywiezienia na przymusową pracę. Dzięki znajomości z jednym Niemcem w okresie przedwojennym, został przyjęty w 1940 r. do pracy w niemieckiej spółdzielni mleczarskiej w Rakoniewicach. Z czasem zdobył zaufanie szefa mleczarni, dzięki czemu udawało mu się przez 4 lata zabierać z mleczarni pewną ilość masła, które docierało do rąk Polaków. Po aresztowaniu go za posiadanie radia, postawiono mu szereg zarzutów dotyczących konspiracji, bito go i torturowano na posterunku policji w Rakoniewicach. Stamtąd udało mu się uciec z kajdankami na rękach. Kajdanki rozkuł mu osobiście Walenty Napieralski.

Niektórzy mieszkańcy Rakoniewic, niepewni o swój los i życie ukrywali się od samego początku okupacji, przede wszystkim Powstańcy Wielkopolscy, członkowie Straży Obywatelskiej, którzy internowali i ewakuowali Niemców oraz nasi żołnierze powracający z pola walki. W ten sposób wielu z nich uniknęło aresztowania.

Ukrywali się m.in. Feliks Mania, Stanisław Adam, Szczepan Bronka, którego żona za zabicie świni została zabrana do obozu, Stanisław Breszyk, Stanisław Chojnacki, Sokołowska oraz braci Krynojewscy: Jan, Józef i Tadeusz. Jan Krynojewski ukrywał się i kuzyna w Naramowicach, a później w Wiosce. Często „wpadał” on do rodziców w Rakoniewicach, by pomóc im w pracy. Oto Fragment jego relacji: „Najgorszy był dla mnie dzień 20 lutego 1943 r. Gdy pomagałem rodzicom młócić zboże w stodole – ok. godz. 16-tej – ojciec zauważył, że na podwórze wchodzą żandarmi niemieccy. Było ich sześciu. Zorientowałem się rychło, że chodzi o mnie. Momentalnie zsunąłem się w dół do sąsieka i ukryłem między warstwy snopków żyta. Przez szpary w stodole widziałem, co dzieje się na podwórzu. Ojciec stanowczo twierdził, że mnie już kilka lat nie widział. Bito go i kopano; nie mogłem już wytrzymać, chciałem się rzucić na oprawców. Opanowałem się jednak… Odstąpiono od dalszego przeszukiwania gospodarstwa. Było jednak ono obserwowane do późnych godzin przez żandarmerię. Ojciec po zmaltretowaniu przez żandarmów leżał długi czas chory. W nocy o godz. 2-giej wyszedłem z ukrycia. Ukryłem się u sąsiadów w chlewie, a z rana znalazłem schronienie u p. Klorka”. Józef Krynojewski (ur. 1912 r.) – po szczęśliwej ucieczce z niewoli sowieckiej – ukrywał się u rodziny, a później w Warszawie. Ukrywał się pod różnymi nazwiskami. Brał udział w Powstaniu Warszawskim. Tadeusz Krynojewski (ur. 1913 r.) ukrywał się pod nazwiskiem Kaczmarek w okolicach Gniezna.

Jan Krynojewski

Jan Krynojewski. | fot. zbiory D.Wajs

Wincenty Brzozowski ukrywał się w GG. Niestety do domu nie powrócił. Aresztowany przebywał na terenie Austrii, pracował w kamieniołomach.

Ogłoszenie o skazanych na karę śmierci Polakach.

Ogłoszenie o skazanych na karę śmierci Polakach. Na liście widoczne nazwisko Wincenty Brzozowski. | fot. zbiory G.Hoffmann.

Autor artykułu wraz z rodzicami po „ucieczce” z Rakoniewic w pierwszych dniach września, nie miał po co wracać, ponieważ mieszkanie zajęli Niemcy i po wywłaszczeniu rodzin z budynku przy ul. Pocztowej nr 1, urządzono dom partyjny – tzw. „Parteihaus”. W podwórzu, w piwnicach było więzienie tymczasowe dla Polaków i Niemców. Rodzice Zenona Molskiego zamieszkali w Gnieźnie. On sam – po udanym wyjeździe do GG – przebywał w Januszowej koło Nowego Sącza, a później w Nowym Sączu. Do Rakoniewic wrócił w marcu 1945 r.

Ciekawy jest los przeżyć wojennych Antoniego Kostrzewskiego, który po zakończeniu okupacji mieszkał w Narożnikach k. Rakoniewic. Jako żołnierz brał udział w kampanii wrześniowej. Po powrocie z niej został aresztowany i osadzony w więzieniu w Rawiczu, skąd szczęśliwie zbiegł. Odtąd ukrywał się w okolicznych lasach, gdzie miał kilka ryjówek – „ziemianek”.

Duże zasługi mają niektórzy obywatele i rodziny, które udzielały ukrywającym się pomocy. Oto szereg nazwisk: Stanisław Myssak – leśniczy i jego siostry oraz bracia. Rodziny: Patalasów, Sołtysiaków, Maćkowiaków, Marcina Wielgosza z Wygody, Piotra Augustyniaka, Tomasza Krynojewskiego, którego bito wiele razy, gdy nie chciał zdradzić, gdzie znajdują się synowie.

Należy zaznaczyć, że w Rakoniewicach podczas okupacji było 70% Niemców, którzy korzystali z wszystkich przywilejów „panów”. Polacy stanowili tylko około 30% mieszkańców miasta. Zmuszani byli do pracy na rzecz okupanta jako pracownicy fizyczni.

Na terenie miasta istniały następujące zakłady pracy: fabryka obuwia (pantofli), winiarnia, młyn, trzy wiatraki, palarnia kawy, gorzelnia, Rolnicza Spółdzielnia Zaopatrzenia i Zbytu, mleczarnia, sklepy spożywcze oraz połączone pod jeden zarząd gospodarstwa rolne: tzw. folwark Stanisław Napieralskiego i majątek ziemski hr. Marcelego Czarneckiego.

W dniach 18 i 19 stycznia 1945 r. rozpoczęła się ewakuacja władz okupacyjnych i ludności niemieckiej z Rakoniewic. Według relacji Stanisława Pawelczaka, władze miejscowe wydały 19 stycznia wieczorem między godz. 18-tą a 19-tą nakaz, by wszyscy Niemcy w ciągu 2 godzin opuścili miasto, udając się w kierunku Międzyrzecza.

W czasie okupacji majątkiem hr. Czarneckiego – określanym przez Niemców jako „Grossgut” oraz majątkiem St. Napieralskiego nazwanym „Kleigut”, zarządzał SS-Mann Meier. Funkcję kierownika obu majątków pełnił Polak Wicherek. W dniu ewakuacji Meier zobowiązał Wicherka do czuwania nad majątkiem, a Walentego Pawelczaka – ojca Stanisława – do czuwania nad małym majątkiem. Chodziło o to, by praca w majątkach odbywała się normalnie, by mleko odstawiano codziennie do mleczarni.

22 stycznia komisarz obwodowy, w imieniu władz niemieckich, wyznaczył Edmunda Kubalę na stanowisko tymczasowego komisarza miasta. Niemcy twierdzili, że ich wyjazd jest tymczasowy, że wkrótce – za dwa tygodnie najdalej – powrócą. E.Kubala zorganizował aktyw obywateli polskich. Rozpoczęto urzędowanie. Już 23 stycznia ukazało się pierwsze ogłoszenie porządkowe w języku polskim. Następnego dnia, tj. 24 stycznia, zjechała do Rakoniewic nimiecka techniczna grupa saperów z rozkazem wysadzenia w powietrze kościoła katolickiego i kilku magazynów. Edmund Kubala zdołał odwieść Niemców od tego zamiaru.

25 stycznia, wieczorem około godz. 20.00 wjechały do Rakoniewic z kierunku Wielichowa dwa samochody radzieckie – zwiadowcze. Za grupą wojsk rozpoznawczych wjechało do miast 5 czołgów, wkrótce znacznie więcej. Wszystkie czołgi zatrzymały się na rynku. Nastąpiło powitanie wojsk radzieckich przez ludność polską. Na rynku zjawił się pierwszy z flagą biało-czerwoną Ludwik Żybura, mistrz rzeźnicki, a Stanisław Bocek, późniejszy skrzypek Filharmonii Poznańskiej, odegrał na skrzypcach hymn narodowy „Jeszcze Polska nie zginęła”.

Wolsztyn został wyzwolony w nocy 25 na 26 stycznia 1945 r.
W Rakoniewicach rozpoczął urzędowanie sztab radzieckiej jednostki wojskowej nr 33552, który powierzył oficjalnie władzę nad miastem Rakoniewice p. Edmundowi Kubali.

W gmachu podstawowej szkoły rakoniewickiej odbyło się zgromadzenie społeczeństwa polskiego. Zorganizowano Urząd Miasta i Straż Obywatelską.

W krótkim czasie zaczęli wracać do swego rodzinnego miasta wywłaszczeni i wysiedleni rakoniewiczanie. Niestety wiele rodzin nie doczekało się powrotu swych bliskich. Lista ofiar II wojny światowej jest długa i do końca nie zamknięta.

Opracował: Zenon Molski
Źródło: „Rakoniewice w latach okupacji 1939-1945” – Ks. Władysław Pawelczak i Mgr Zenon Molski, Poznań 1992 r.


Komentarze