„U nas na prowincji” – jak cudne są wspomnienia

| 13 listopada 2014
PRL

Był rok 1977. Byłam w tym czasie naczelnikiem poczty w Rakoniewicach. To małe, prowincjonalne, wielkopolskie miasteczko stało się miejscem akcji jednego z odcinków serialu "U nas na prowincji".

Kadr z filmu U nas na prowincji

Kadr z filmu "U nas na prowincji". | fot. TVP

Janicki, znany był niegdyś , jako twórca programu „W starym kinie”, emitowanego w TVP przez 24 lata (1966-1990), najdłuższego programu polskiej telewizji.

W Rakoniewicach ekipa Janickiego zauważyła ciekawą architekturę dworca kolejowego i pocztę, do której wchodziło się ze szczytu budynku, po kilku schodkach, bezpośrednio z ulicy. Wewnątrz znajdowały się dwa okienka pocztowe, stare i nowe. Twórcom filmu zależało właśnie na takich ujęciach, połączeniu starego i nowego. Na dwa lutowe dni miasto przerodziło się na potrzeby filmu w miejscowość beztroską i sielankową.

„Jak cudne są wspomnienia” to siedmioodcinkowy serial dokumentalno-fabularny, bazujący na 46 polskich filmach przedwojennych, wzbogacony o współczesne ramy, nawiązujące do tematów poszczególnych odcinków: melodramat i komedię muzyczną w reżyserii Stanisława Janickiego.

Urząd, na czas kręcenia filmu, został zamknięty, choć sprawy pilne trzeba było załatwić. Skrzynka na listy została wymieniona na starą… Holl i okienko obstawiono dużymi lampami. Aktorzy i ja otrzymaliśmy niezbędną charakteryzację: makijaż, fryzura. Jednym z wątków filmu kręconego na poczcie była scena z „panienką z okienka”. Napis na dworcu PKP zmienił się z Rakoniewice na Radoliszki, nazwę miejscowości z przedwojennego filmu o profesorze Wilczurze.

Kadr z filmu U nas na prowincji

Kadr z filmu „U nas na prowincji” | fot. TVP

Nagrywanie kolejnych scen odbywało się zgodnie ze scenariuszem. Klaps i … kręcimy. Młodzieńcy z potężnym koszem kwiatów stoją przed drzwiami, mają wchodzić, a tu drzwi jak zaczarowane, nie dają się otworzyć. – Dlaczego nie wchodzicie – krzyczał reżyser. Tymczasem o godzinie 12 zawsze na poczcie była przerwa i jedna z pań z przyzwyczajenia zamknęła drzwi. Tyle metrów taśmy zmarnowano… Ujęcia zdjęć powtórzono. To była jedyna taka duża wpadka na poczcie. Poza tym wszystko musiało grać jak w zegarku.

W nowym okienku usiadła aktorka, która anielsko rozmarzona nuciła piosenki, czekała na królewicza, który ją stąd wyrwie. Marzenia się spełniają … Przed okienkiem stają młodzieńcy, z dużym koszem kwiatów i chcą kupić znaczek z traktorem Zetor. Czy takie były, nie pamiętam. Lecz jeśli takie chcieli, to musiały być.

Kadr z filmu U nas na prowincji

Kadr z filmu U nas na prowincji. | fot. TVP

Moją rolą była obsada drugiego okienka, tego które od lat nie było czynne. Miałam tylko bacznie obserwować co się dzieje w holu głównym, przy okienku. W odpowiednim momencie wychylić się, powiedzieć kilka zdań. Nie przytoczę ich, bo umknęły z mej pamięci. Wówczas poznałam rolę aktora, chociaż tylko z takiego małego epizodu.

Przed okienkiem młodzieńcy podrywają panienkę, ja siedzę obok, przyglądam się. Za moimi plecami przechodzi doręczyciel, za chwilę wraca. Janicki cały podminowany, bo tego nie było w scenariuszu. Z sytuacji wybrnęliśmy, bo pan przechodzący nie zwrócił na mnie uwagi. Gorzej, gdyby się przy mnie zatrzymał. Ojoj…na pewno znowu byłyby gromy. Udało się!

Tylko przez dwa dni gościliśmy filmowców, ale poznałam pana Stanisława Janickiego, Dorotę Ostrowską i sympatycznego Zbyszka, aktorów z kabaretu „Elita” oraz pozostałą ekipę filmowców.

Zobaczyłam jak powstaje film. To miłe i niezapomniane wspomnienie. Byłam świadkiem innych scen, o których tu nie wspomnę. Cicho sza… bo się wyda. Był to mój pierwszy kontakt z filmem, lecz nie ostatni.

Odcinki serialu były emitowane w telewizji, nie udało mi się ich jednak zobaczyć. Jest to jedno z moich marzeń żeby zobaczyć, przeżyć to jeszcze raz.

Dorota Michalczak
Źródło: www.wiadomosci24.pl

PS. Po rozmowie z p. Dorotą Michalczak, którą odbyłem 27 października 2014 za pośrednictwem poczty email, okazało się, że kadry z filmu nie pochodzą z rakoniewickiego urzędu pocztowego. Wszystko wskazuje na to, iż te same sceny były kręcone w kilku miejscach w Polsce i reżyser wybrał te najbardziej odpowiadające jego koncepcji.

Witam.
Te scenki nie są z poczty rakoniewickiej.
Nie widziałam filmu i trudno mi ocenić na ile było pokazane w filmie.

Udało mi się dotrzeć do jednego artysty z kabaretu Elita,  Leszka Niedzielskiego, który grał w Rakoniewicach.
Odpisał….

Miło mi było, dzięki Pani, odświeżyć wspomnienia z lat 70. ale niestety nie wiem czy to, co kręciliśmy
z reżyserem Stanisławem Janickim ujrzało światło dzienne. W każdym razie ja tego nie widziałem. Ale kręciło się fajnie.


Komentarze