Wilhelm Schulz

| 7 sierpnia 2016
Biografie

W okresie drugiej wojny światowej w latach 1939 – 1945 z rąk hitlerowskich siepaczy zginęło prawie 200 mieszkańców Ziemi Rakoniewickiej, w tym 65 Polaków – mieszkańców Rakoniewic niewinnie zakatowanych, zamordowanych lub zmarłych wskutek wycieńczenia z głodu i katorżniczej pracy w różnych miejscach kaźni i obozach koncentracyjnych rozsianych w państwach Europy Środkowej (wykaz imienny ofiar II wojny światowej umieściłem w mojej książce pt.: „Rakoniewice i okolica – fakty, wydarzenia, ciekawostki”. Grodziskie Zeszyty Historyczne Nr 3, str. 142 – 150).

Wilhelm Schulz

Wilhelm Schulz | fot. zbiory G.Hoffmann

Wśród tych niewinnych ofiar pod poz. 55 umieszczone jest nazwisko Wilhelma Schulza z Rakoniewic. Jemu poświęcam to wspomnienie, gdyż zginął jako Polak, który posiadał niemieckie nazwisko i któremu gestapowcy chcieli darować życie za „przyznanie się do obywatelstwa niemieckiego” kosztem wyrzeczenia się obywatelstwa polskiego. On tego nie zrobił!

Wilhelm Schulz urodził się 28 maja 1906 r. w Przysiece z ojca Alberta i matki Balbiny z d. Tomaszewskiej. Po ukończeniu Szkoły Powszechnej w Śmiglu w 1920 r. rozpoczął naukę czeladniczą w zawodzie rzeźnika kolejno w Poznaniu, Kościanie, Śmiglu i Lesznie. Każdy okres nauki jest bardzo pozytywnie odnotowany w Książce Rzeźnickiej.

Książeczka mistrza rzeźnickiego Wilhelma Schulza

Książka Rzeźnicka Wilhelma Schulza | fot. zbiory G.Hoffmann

Po uzyskaniu dyplomu mistrza rzeźnickiego kupił w 1932 r. dom przy Rynku w Rakoniewicach i ożenił się z Heleną z d. Witkowska. Otworzył sklep masarniczy z własnymi wyrobami, które miały powodzenie i duży popyt, mimo iż w tym czasie w Rakoniewicach było aż 5 rzeźników posiadających własne ubojnie i sklepy.
Od 1927 r. do lipca 1929 r. odbywał kawaleryjską służbę wojskową w 17 Pułku Ułanów w Poznaniu. Był członkiem Bractwa Kurkowego. Miał dwoje dzieci: Gabrielę i Teodora.

Wilhelm Schulz w 17 Pułku Ułanów w Poznaniu

Wilhelm Schulz siedzi w środku. Zdjęcie 17 Pułku Ułanów w Poznaniu | fot. zbiory G.Hoffmann

W związku z agresją hitlerowską na Polskę został powołany w 1939 r. do wojska – do Armii Poznań. W bitwie pod Kutnem dostał się do niewoli; przebywał w obozie jenieckim w Krakowie do marca 1940 r. Tymczasem żona Wilhelma – Helena z córką Gabrielą i synem Teodorem próbowała uciec przed nawałą niemiecką – wpierw do dziadków w Śmiglu a stamtąd z całą rodziną Schulzów wielkim wozem konnym w kierunku Śremu. Tak wspomina tą ucieczkę córka Gabriela:

„Dojechaliśmy na rozlewiska Warty koło Śremu, wszędzie było pełno wozów konnych z polskimi uciekinierami. Rozpętała się burza z piorunami i bardzo silna ulewa. Ugrzęźliśmy w błocie. Tam nas dopadły wojska niemieckie, które nakazały nam powrót do swoich domów. Po powrocie do Rakoniewic okazało się, że nasze mieszkanie zostało zaplombowane i opieczętowane przez władze okupacyjne. Mama musiała zgłosić się na Magistrat i tam zobaczyła w podwórzu ks. Romana Dadaczyńskiego, którego pilnowało dwóch Niemców”.

Wilhelm Schulz po powrocie do Rakoniewic z niewoli niemieckiej w Krakowie, mimo namowy jego żony, by uciekał do Generalnej Guberni – odmówił, twierdząc, że nikomu żadnej krzywdy nie zrobił.

W tym czasie nasiliły się represje Niemców wobec Polaków, którzy codziennie musieli się meldować do pracy na Rynku przed Restauracją Ernesta Hübnera (nr 7). Niektórych mieszkańców wskazanych przez niemieckich donosicieli, wśród których była zajadła polakożerczyni – żona Hübnera wybierano z szeregu, ustawiano w długim korytarzu restauracji, gdzie kilku Niemców zajadle biło ich bykowcami. Wśród nich był okrutnie skatowany Wilhelm Schulz. Wezwany przez jego żonę niemiecki lekarz Greiser przyznał, że tak zmaltretowanego człowieka dotąd nie widział. Wilhelm Schulz zmuszany był do prac porządkowych w pałacu i w parku oraz do skopywania cmentarza żydowskiego tuż za miastem.

Wilhelm Schulz z kolegami w wojsku

Wilhelm Schulz siedzi w środku. Zdjęcie wykonane podczas odbywania służby wojskowej | fot. zbiory G.Hoffmann

W maju 1940 r. nastąpiły masowe aresztowania mieszkańców Rakoniewic. 17 maja tego roku o godz. 5 rano brutalne walenie do drzwi żandarmów niemieckich postawiło na nogi całą rodzinę Schulzów. Aresztowano Wilhelma oraz wielu innych Polaków, m.in.: Leonarda Maya. Zabrano ich do osławionej z okrucieństwa Rafii w Wolsztynie zamienionej na więzienie. Tam znów poddano ich nieludzkim torturom. Żona Wilhelma dowiedziała się, iż męża aresztowano za wyszydzanie Hitlera (tak doniosła Hübnerowa). Na swoim podwórzu zrobił słomianą kukłę, którą podpalił mówiąc, że pali Führera.

Z Rafii przeniesiono Wilhelma do obozu jenieckiego w Komorowie koło Wolsztyna, a następnie do VII Fortu w Poznaniu. Stamtąd z transportem jeńców przewieziono go do obozu koncentracyjnego w Dachau. Tutaj uwięziono również proboszcza Rakoniewic kapelana majora ks. Romana Dadaczyńskiego, Leonarda Maya oraz szwagra Wilhelma – Kazimierza Zielińskiego ze Śmigla. Po krótkim pobycie w Dachau Wilhelma Schulza przeniesiono do obozu koncentracyjnego w Mauthausen, gdzie nosił odznakę więźnia politycznego.

Obóz jeniecki w Mauthausen

Obóz jeniecki w Mauthausen | fot. zbiory G.Hoffmann

W obozie tym eksterminacja więźniów była dokładnie zaplanowana. Stosowano przymus wyniszczającej pracy w kamieniołomach, wyżywienie znacznie poniżej połowy normy przewidzianej dla pracującego robotnika oraz masowe represje. Wśród nich najczęstsze były kąpiele w zimnej wodzie, karne ćwiczenia i stójki na mrozie i słocie, strzelanie do więźniów wypędzanych poza linię wart, gazowanie oraz zabijanie niezdolnych do pracy i ciężko chorych śmiertelnymi zastrzykami robionymi w obozowych szpitalach.

W obozie tym szczególnym okrucieństwem wyróżniał się gestapowiec Schulz, który znęcał się nad Wilhelmem Schulzem, wmawiając mu, że jest Niemcem. Wilhelm jednak nie dał się złamać psychicznie i fizycznie. Był za to często bity i poniewierany. Jeden z jego kolegów – współwięźniów p. Florian Antkowiak, który przeżył gehennę obozu tak napisał w swoich wspomnieniach w „Głosie Wolsztyńskim” nr 1(82) z dnia 5 lutego 1959 r.:

„Po pierwszej zimie obozowej zmarli bohaterscy mieszkańcy Rakoniewic Leonard May i Wilhelm Schulz, który choć nosił niemieckie nazwisko był gorliwym Polakiem”.

Wilhelm Schulz zmarł w obozie koncentracyjnym w Mauthausen 14 kwietnia 1941 r. około godz. 8.30 w wieku niespełna 35 lat. Tak wynikało z świadectwa zgonu przesłanego przez Komando obozu. Wraz z nim w tym obozie znalazło męczeńską śmierć 30 203 Polaków na ogólną liczbę zamordowanych 150 000 mieszkańców państw europejskich.

Rodzina nie doczekała się urny z prochami Wilhelma Schulza, choć wcześniej inne rodziny polskie otrzymywały prochy pomordowanych w obozach koncentracyjnych. A czekała na nią piękna trumna z mosiężnymi okuciami wykonana przez ojca Wilhelma.

PS. Warto dodać, że po aresztowaniu Wilhelma Schulza, jego żonę i dzieci wywłaszczono z ich własnego domu, bo wrócił dawny właściciel Richard Hübner. Zamieszkali na ul. Krystyny 17. Żona Wilhelma, podobnie jak inne Polki, pracowała przymusowo na „majątku”. Córka Gabrysia była z matką, a jej brat u dziadków w Śmiglu. Później matka Gabrysi wraz z kilkoma Polakami pracowała w sklepie u Heinricha pomagając polskim rodzinom w dostarczaniu żywności, papierosów i słodyczy, które wówczas były na kartki. Często była szykanowana a za używanie języka polskiego w sklepie została wysłana na tzw. „okopy” koło Żelazowej Woli.

W ślad za uciekającym wojskiem niemieckim wróciła do Poznania a potem do Śmigla, gdzie przebywał ich syn Teodor. Po wkroczeniu wojsk radzieckich wróciła pieszo z dziećmi do Rakoniewic. Mieszkanie na Krystyny 17 było zupełnie splądrowane, a dom w Rynku zastały zupełnie pusty. Ludzie dobrej woli ofiarowali wdowie najniezbędniejsze rzeczy pierwszej potrzeby. Dalej musiała radzić sobie sama. Mimo powojennej biedy wykształciła swoje dzieci. Gabriela została nauczycielką w Szkole Podstawowej w Rakoniewicach i w niej uczyła aż do przejścia na emeryturę.


Komentarze