Wspomnienia Wiesławy Nijakiej z czasów drugiej wojny światowej

| 2 września 2014
II wojna światowa

Oryginalne zapiski Wiesławy Nijakiej z czasów drugiej wojny światowej. Notatki kończą się w czerwcu 1944 roku. Wiesława zginęła śmiercią tragiczną rok później, na kilka dni przed zakończeniem wojny, w kwietniu 1945 roku w Bawarii, gdzie została wywieziona wraz z matką i czworgiem rodzeństwa. Choć są to notatki lakoniczne, oddają dobrze to, co przeżywali mieszkańcy Rakoniewic w latach wojny.

Wiesława Nijaka i Wanda Łabędzka-Monarcha

Od lewej: Wiesława Nijaka i Wanda Łabędzka-Monarcha. | fot. zbiory Jakub Łabędzki

Szanowni Państwo, chciałbym podzielić się z Państwem wspomnieniami wojennymi mojej nieżyjącej cioci, siostry mojej babci, Wiesławy Nijakiej z Rakoniewic. Wiesława urodziła się 10.09.1927 w Rakoniewicach jako córka pracownika (później dyrektora) gazowni miejskiej i strażaka (późniejszego komendanta straży) Jana Nijakiego i jego żony Franciszki.

Są to oryginalne zapiski Wiesławy Nijakiej z czasów drugiej wojny światowej. Notatki kończą się w czerwcu 1944 roku. Wiesława zginęła śmiercią tragiczną rok później, na kilka dni przed zakończeniem wojny, w kwietniu 1945 roku w Bawarii, gdzie została wywieziona wraz z matką i czworgiem rodzeństwa. Choć są to notatki lakoniczne, oddają dobrze to, co przeżywali mieszkańcy Rakoniewic w latach wojny.

Wiesława zginęła śmiercią tragiczną 24.4.1945 potrącona przez samochód, na oczach mojej babci. Pochowana została na cmentarzu parafialnym w Großschwindau w gminie Sankt Wolfgang. Do dziś znajduje się tam jej grób.

Grób Wiesławy Nijakiej w Niemczech

Grób Wiesławy Nijakiej w Niemczech. | fot. zbiory J.Łabędzki

„Notatki z czasów wojny. Tatuś odchodził na wojnę 24.08.39 r. 1 września 1939 r. wybuchła wojna. 2 września w nocy o godz. 3-ciej musieliśmy opuścić miasto i uciekać przed wrogiem. Jechaliśmy wozem sami bez tatusia. 7.9. spotkaliśmy w nocy o godz. 5.30 naszego kochanego tatusia jako polskiego żołnierza. Było to we wsi Mostki przed Kutnem. Była to niespodzianka. Później jechaliśmy dalej w kierunek Kutna, lecz stamtąd się wróciliśmy i byliśmy w Brdowie cały tydzień i tam zobaczyliśmy po raz pierwszy niemieckie wojsko. Strachu wyżyliśmy niemało. Badzo dużo rzeczy widzieliśmy, lecz opisać nie jestem w stanie, bo by mi ten zeszyt nie wystarczył, więc muszę tylko szczegółowo to ważniejsze zanotować.

21.9. wróciliśmy do miasta rodzinnego zdrowo i szczęśliwie. Pan Bóg czuwał nad nami i nie dał nam zginąć. W grudniu dostaliśmy pierwszą wiadomość od tatusia. Był jako polski niewolnik. Rok 1940. przyniósł nam już bardzo dużo zmiany.

Rok 1942. 1.4. przyjechał nasz tatuś pierwszy raz na urlop, ach, co to była za uciecha, lecz to trwało bardzo krótko, gdyż 10.4. musiał nas znowuż opuszczać. Ten dzień jest nie do zapomnienia. I tak musiała nasza kochana mamusia to życie znowuż spędzać z nami. Miało ciężko tak pracować na cztery dzieci. 24.4. musieliśmy zmienić mieszkanie, wywalili nas tylko na mały pokoik.

31.9.42 r. musiałam już z domu iść wysługiwać się jednym Niemcom.

Rok 1943 14.2. byłam w Wolsztynie do 2.6. 1944 roku.

2.6.44 r. rano o godz. 4.30 przyszła Policja i musieliśmy w dwóch godz. opuścić nasze gniazdko rodzinne, zostawić wszystko i odchodzić. Mój Boże, jakie to było okropne! Żegnaliśmy się z każdym naszym kącikiem i potem wymarsz na dworzec, tam przyszli się z nami żegnać krewni i znajomi wszyscy ci, co tam pozostali, potem przyjechał bardzo duży pociąg transportowy. Było bardzo dużo ludzi z innych stron. Siedzieliśmy jak śledzie w beczce, każdy rozpłakany i smutny, serce pękało z rozpaczy, wtem o godz. 18-tej pociąg wyrusza, o mój Boże, co się robiło! Ludzie, którzy byli na dworcu po raz ostatni z nami krzyczeli wniebogłosy, a my biedni – łez już nam nie wystarczyło, tak długo byliśmy w oknach, dopóty widać było nasz kościółek, nasze miasteczko. Nasza babunia stała nad torem, płakała i każdy Polak był taki wstrząśnięty, ach, widzę jeszcze dziś to pożegnanie, nie zapomnę nigdy-nigdy-!

Zdjęcia rodzinne Nijakich

ZDJĘCIE PRAWE – siostry Nijakie, od lewej: Wiesława, Irena, Wanda. Zdjęcie wykonano w latach 30 w Rakoniewicach. ZDJĘCIE LEWE – Boże Narodzenie 1930 w Rakoniewicach. Od lewej Stanisław Dopiera z żoną Heleną, siedzi Franciszka Nijaka z córką Wandą po lewej stronie oraz z córką Wiesławą po prawej, stoi jej mąż Jan Nijaki. | fot. zbiory J.Łabędzki

Wieczorem byliśmy w Poznaniu w lagrach. To było życie, spaliśmy na deskach, jeść nam tak dobrze dali, że nikomu nie smakowało. Potem zrobili takie odwszawianie polskich ludzi, oj, jakie to było okropne, już tam odczuwaliśmy brak swego kącika. 4.6. o godz. 18-tej opuszczaliśmy Poznań, nikt nie wiedział, dokąd wyjeżdżamy, jeden drugiego się pytał „dokąd, dokąd my biedni jedziemy”. I znowuż smutek napełnił nasze serca, gdy opuszczaliśmy ziemię ojczystą. Minęliśmy granicę, już byliśmy w ziemi obcej. Póki widać było ojczysty skrawek ziemi, tak każdy długo okna nie opuścił. I wtenczas dopiero się wszystko wspomniało. 6.6. byliśmy w lagrze przejściowem w Dachau, tam znowuż przechodziliśmy tę drogę cierniową. 9.6. wyjazd z Dachau do Monachium. Był nalot na miasto i musieliśmy pozostać do drugiego dnia. 10.6. byliśmy w Rosenheim, stamtąd do Wasserburg.

Dziękujemy p. Jakubowi Łabędzkiemu za przesłany materiał.


Komentarze

Czytaj nasze portale
×
Wyszukaj w HistoriaRakoniewic.pl
×